Opowieść o Santockim szlaku wina i ziół

powieść o Santockim szlaku wina i ziół

Udajmy się wspólnie na szlak, znajdujący się na północy województwa lubuskiego, w powiecie gorzowskim, a dokładniej w Santocku, Wawrowie i Górkach. Szlak o nazwie ,,Santocki szlak wina i ziół” współtworzony jest przez rękodzielniczkę Urszulę Szadyko Art Viki, pole lawendy Ewy i Marcina Słabisz ,,Pole lawenda i zioła”, znajdującą się na Farmie Wawrzyńca ,,Karczmę pod Łosiem”, a także ,,Winnicę Bergkolonie”, prowadzoną przez Pawła Baryłę.

Nasz spacer rozpoczniemy ,,wirtualnie”, jednak nie wszystko da się opisać słowami. Słowa jednak mam nadzieję zachęcą Was do odwiedzenia szlaku i bezpośrednio zapoznacie się z działalnością producentów. Uwierzcie, warto!

Zaczynamy naszą wyprawę w Gorzowie Wielkopolskim. To idealny punkt, ponieważ każdy z producentów znajduje się w kilkukilometrowej odległości od północnej stolicy województwa lubuskiego. Kierunek nr 1 – Santocko. Przemierzamy zaledwie 12 km, żeby znaleźć się w podgorzowskiej malowniczej wsi, pełnej zielonych łąk i spokoju. Zachodzimy w głowę, jak to możliwe, że w kilka minut znajdujemy się w takim miejscu.
Jadąc przez wioskę wypatrujemy naszego pierwszego przystanku. Bardzo szybko znajdujemy się na miejscu. Gdzie się znajdujemy widać od razu… i czuć! Tuż przed naszym przyjazdem spadło kilka kropel letniego deszczu, poprzez który zapach stał się jeszcze bardziej intensywny. Czy wiedzieliście, że zapachy, które nas otaczają, mają zdolność nie tylko do wpływania na nasze zmysły, ale także na stan emocjonalny? Wśród nich jednym z najbardziej znanych i szeroko stosowanych jest zapach lawendy. Znany ze swoich właściwości relaksujących, może wpływać na nas na wielu poziomach – od poprawy nastroju po redukcję stresu. Tak jest właśnie w tym przypadku – w końcu znajdujemy się na polu lawendy – Pole lawenda i zioła. Zapach dopełnia kolor fioletu w przeróżnych odcieniach – począwszy od jasnego fioletu, przez purpurę, po te w odcieniu ciemnego fioletu. Ten niesamowity widok sprawia, że każdy z nas pragnie zrobić sobie zdjęcie i wysłać je do swoich najbliższych! Na

szą wizualną i zmysłową percepcję szybko uzupełniają właściciele o wiedzę merytoryczną na temat lawendy i jej gatunków – ogrodowych, plantacyjnych, czy tych, których zastosowanie można wykorzystać w kuchni. Zanim zdążymy zapytać – jak to? zostajemy zaproszeni na lawendowe śniadanie, gdzie wśród wielu różnorodnych smakołyków znajdziemy lawendową herbatę, czy lawendową lemoniadę. Ich subtelny, kwiatowy smak z lekką nutą słodyczy jest czymś nie do zastąpienia. Teraz już w pełni możemy powiedzieć, że wszystkie nasze zmysły pochłonęła lawenda. Jesteśmy ukojeni i zrelaksowani, a to oznacza jedno – jesteśmy gotowi na odbycie kolejnej atrakcji, czyli warsztatów rękodzielniczych z Urszulą Szadyko Art Viki.

Urszulę Szadyko możemy bez wątpienia nazwać rękodzielnikiem przez duże R. Jej doświadczenie opiewa już na ponad 30 lat. Praca twórcza to jej pasja i za każdym razem jest w stanie wymyślić coś kreatywnego, co upiększy nasze wnętrza. Swoją pasją zaszczepia również innych, organizując warsztaty rękodzielnicze. Tak jest również tym razem. Na warsztaty mimo początkowych oporów zostają zaproszeni również Panowie i ku naszemu zaskoczeniu oni również łapią bakcyla! Jest wiele możliwości do wyboru – proponowane są nam warsztaty z tworzenia decoupage, własnej biżuterii, czy aromatycznych przywieszek. Znak charakterystyczny rękodzielniczki to właśnie decoupage, czyli technika dekorowania przedmiotów za pomocą papierowych serwetek, wycinanek lub specjalnych papierów, które przykleja się do powierzchni, a następnie zabezpiecza lakierem. Efekt końcowy przypomina ręcznie malowane zdobienia – eleganckie, romantyczne lub rustykalne, w zależności od wybranego motywu. Staje się to również ulubiona technika Panów. W efekcie każdy z nich zakańcza warsztaty z własnoręcznie wykonaną pamiątką, a Panie z efektowną biżuterią.

Czas ruszać dalej! Mija kwadrans i znajdujemy się w Wawrowie w Karczmie pod Łosiem. Miejsce, które część z nas już zna. W końcu zna je każdy prawdziwy gorzowianin, a także osoby, które obserwują ,,Kuchenne Rewolucje” Magdy Gessler; tu bowiem nagrywany był jeden z odcinków kulinarnego show i mogę zdradzić, że wszystko zakończyło się sukcesem! Wchodzimy do karczmy i zamawiamy dania kuchni polskiej. Miłym zaskoczeniem jest obecność w potrawach akcentów roślin z ,,własnego ogródka”, czy szarlotki, wykonanej z jednej z najbardziej znanych odmian jabłek w Polsce, o intensywnym smaku, czyli szarej renety. Jak tu tego nie spróbować! Karczma już na starcie zdobywa nasze uznanie właśnie takimi akcentami, a to dopiero początek! Czas odkryć drugie, trzecie i kolejne serca karczmy, bo trzeba to jasno powiedzieć – zaskakuje ona na każdym kroku! Pełne zieleni otoczenie wypełnia szklarnia, ogrodnictwo, mini zoo, a także liczne mniejsze formy architektury użytkowej. Przemierzając kolejne kroki za przewodnikiem odkrywamy kolejne zakamarki – tężnie solankowe, plac zabaw dla dzieci, czy park starych maszyn. Nie ukrywam, że nasze serca zdobywają zwierzęta, w tym osiołek, który rozczula serca nas wszystkich. Oprócz niego mieszkają tu strusie, szopy pracze, pawie, czy inne ozdobne ptaki. Niesamowite miejsce! Sami nie wiemy kiedy mija nam czas, a zegarek nieubłagalnie przypomina, że przed nami jeszcze jedno miejsce na trasie. Nie rzucamy bezpodstawnych obietnic, my tu wrócimy. Każdy z nas jest tego pewny.

6 kilometrów. Zaledwie tyle i jesteśmy w Górkach. Wśród licznych pagórków rozpościera się Winnica Bergkolonie, czyli ostatni punkt na szlaku. Czy wiedzieliście, że Bergkolonie to niemiecka nazwa miejscowości Górki? Oznacza w dosłownym tłumaczeniu ,,kolonia na wzgórzu”, czyli osady utworzonej na wzniesieniu. Wchodząc na winnicę naszym oczom ukazuje się stuletni dom gospodarczy właścicieli, który oplatają krzewy rieslinga i grüner veltlinera, a tuż za nim ponad hektarowe strome zbocze, pokryte krzewami winorośli. Widok jak z bajki! Jak informuje nas właściciel winnicy znajdują się tu krzewy odmian winorośli, które są dość częstymi odmianami porastającymi lubuskie winnice, takie jak riesling, czy grüner veltliner, ale także rzadsze odmiany, jak St. Laurent oraz Tauberschwarz. Ciekawostką jest to, że na winnicy oprócz produktów winiarskich wytwarzana jest również oliwa porowa, o delikatnym, lekko słodkim i cebulowym smaku, która idealnie podkreśli smak sałatek, ale także sprawdzi się, jako dodatek do chleba i tapasów. Wzbudza to nasze zainteresowanie, bo jednak nieczęsto spotykamy się z takim produktem, jednak nie ukrywam, że moją uwagę wzbudzają również etykiety win z Winnicy Bergkolonie. Są piękne, niepowtarzalne, ponieważ są na nich psy. I to nieprzypadkowe! Pieski zdobiące etykiety win to przyjaciele właścicieli, które towarzyszą im na co dzień podczas pracy przy winoroślach. Dzięki temu możemy zabrać ze sobą m.in. suczkę Karlę, psa Diesela, czy suczkę Zuzię. Właściciele winnicy podkreślają, że ich podejście do winiarstwa to pasja, bliskość natury i brak udawania. Psy są symbolem tej szczerości – tak jak wino powstaje bez przemysłowych dodatków, tak i etykiety pokazują „kto naprawdę tu pilnuje porządku”. Nie ukrywam przyciąga to uwagę. Ja osobiście decyduję się na zabranie ze sobą ,,Diesela”.

Kończymy. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzenia szlaku. Tu ukoicie wszystkie Wasze zmysły i odpoczniecie, realnie odpoczniecie, by w błogiej nostalgii wrócić do dnia codziennego.

Pamiętajcie, aby odwiedzić szlak trzeba się wcześniej umówić, a najlepiej zebrać grupę zorganizowaną, z którą wspólnie zwiedzicie producentów i zapoznacie się z ich pasją.

Autor artykułu: Justyna Gray

Urszula Szadyko Art Viki •  Pole lawenda i zioła •  Karczma pod Łosiem • Winnica Bergkolonie •